Wracamy do lat 90 część 3

Pamiętacie, że ostatnio rozpisuję się na temat gier karcianych z dzieciństwa? Z pewnością znacie Kuku – prostą grę, którą z pewnością znacie i w nią graliście.

Zacznę od jej uproszczonej wersji. Mimo że to dopiero początek tekstu, nastąpi Wojna! Tak, tak – cała talia gier, a czasem nawet i dwie i można było grać bardzo długo! Niemalże w nieskończoność. Gra polegała, no właśnie i tu zdaję sobie sprawę, że Wojna nie ma dosłownie nic wspólnego z Kuku. Hmm… chociaż to zależy od wersji! Omówię zatem każdą z nich.

Niezależnie od wersji, mamy dwóch graczy, z czego każdy otrzymuje tę samą liczbę kart. W tej nawiązujące do Kuku jedna osoba kładzie kartę, a następna kolejną ze swojej kupki, jeśli okazuje się, że karta jest pod kolor lub ma ten sam symbol – karta zostaje na środku a kupka wyrzucanych kart rośnie. Jeśli okazuje się, że któraś z kart nie pasuje – trzeba zabrać wszystkie karty znajdujące się na środku. Wówczas odbywa się następny ruch – wyrzucenie jednej karty i wszystko zaczyna się od nowa. Dla wielu ta gra jest po prostu nudna, ale pamiętam, że zdarzało mi się w nią grywać, szczególnie gdy byłam naprawdę mała.

Druga wersja Wojny polegała tak samo na równym podziale kart, tym razem jednak karty miały układać się w kolejności od najniższej do najwyższej. Gdy jednemu z graczy się to nie udało – musiał zabrać wszystkie karty. Wówczas stanowiły one pulę na jego kolejne ruchy. Gra kończyła się, gdy jedna z osób nie miała przy sobie żadnej karty.

Przeszliśmy już przez gry karciane dla dzieci, teraz bierzemy się za wyższy lewel. Od czego by tu zacząć? Lecimy po kolei – Pan. Tu w grze dysponowało się kartami od dziewiątki do asa, pozostałe były zbędne. Należało układać karty od najniższej do najwyższej. Zatem od dziewiątki do asa. Kolejne karty wykładało się zgodnie z symbolem lub kolorem. Gdy dana osoba nie miała ruchu – zabierała wszystkie karty. Zawsze grę rozpoczynała osoba, która miała dziewiątkę kier (już pamiętam, że to czerwone serduszko, może w końcu przestanie mi się to mylić). Odbywało się to nawet wtedy, gdy ktoś zabierał ze środka wszystkie karty. Gra była ciekawa, można było grać w kilka osób. Zdarzało się, że kart było nieco za mało – wtedy łączyło się dwie talie, oczywiście obie od dziewiątek. Gra była w miarę łatwa i wiele osób lubiło w nią grać. Jednak niektórzy uważali, że była zbyt prosta, dlatego woleli grać w Remika albo dla mnie poziom hard – w tysiąca. Obie te gry omówię w kolejnym tekście.

Ciekawa jestem, jaki był Wasz stosunek do gry w Wojnę i Pana. Podzielcie się ze mną także swoimi ulubionymi grami karcianymi. Może coś opuściłam i będę musiała jeszcze wrócić do tematu?  Oczywiście zrobię to z chęcią, jeśli okaże się, że grywałam i znam daną karciankę.

Jak oceniasz artykuł?

/ 5.

Dodaj komentarz

pogrzeby warszawakarnisze elektryczne warszawachemia gospodarczapapier do sublimacjicalcium caseinate adblu usługi pogrzebowe warszawa praca dla kierowcy praca dla kierowcy stelvio oponytransport do Francji Gril na ogniskoCrocsbibiaparat biorezonansowykomputer dla graczachip tuning ivecoadblue obd emulatorKatalog firmdieta pudełkowa warszawaapartamenty hiszpaniaangielski łódź AdidasPuchary Apartamenty Gdynia Apartamenty ŚwinoujścieKomornik WarszawaUkładanie kostki brukowej Warszawa wywóz smieci warszawa Hotel Kaszubynaprawa volvo warszawapralnia odzieży roboczejzmysłowa bieliznapochłaniacze wilgoci bilety na barcelonemebleanodowanieimplanty karkówKancelaria adwokacka GdyniaKancelaria adwokacka Warszawa